2008-01-23 Polskie Radio Szczecin

There are no translations available.

(muzyka)

Dobry wieczór, Agata Foltyn. Witam słuchaczy programu nocnego Polskiego Radia Szczecin. Proszę Państwa, misy należą do dzwonów i wywodzą się z rejonu Tybetu. Ucieczka tysięcy Tybetańczyków przed chińską inwazją w 1959r. przyczyniła się do rozpowszechniania się śpiewających mis, a także gongów i dzwonków na Zachodzie. O leczniczej mocy mis i gongów mówi się od dawna (...) Przy gongach, misach i dzwonkach tybetańskich Pani Katarzyna Jeleń Pszkit.

(muzyka)

Jest Pani zmęczona takim koncertem?

Tak, troszeczkę zmęczona, ale za to bardzo usatysfakcjonowana. Dlatego że te dźwięki nie tylko pomagają słuchaczom, ale również grającym. Wprowadzają w stan relaksu, odprężenia i dają ogromną satysfakcję.

Ciekawe czy poczuli właśnie taki relaks, i taki odpoczynek, i jakieś niezwykłe emocje. Czy te emocje mają osłabnąć czy się wzmocnić? Jak to jest z tym?

Generalnie chodzi o to, żeby wyciszyć emocje. O to żeby wprowadzić osoby uczestniczące w takich koncertach w stan relaksu, aby te emocje właśnie opadły, aby poszerzyć taką swoją przestrzeń życiową. Przestrzeń w której jest więcej czasu na różne rzeczy i aby być bardziej wypoczętym i szczęśliwym.

Nie miała Pani żadnej partytury, nut - grała Pani tak po prostu 'co dusza gra'?

Tak. Ta muzyka jest muzyką intuicyjną. Nie potrzeba do tego na szczęście wykształcenia muzycznego. I gram po prostu to, co mi dyktuje moja intuicja i odbiór właśnie zewnętrzny – potrzeby innych.

O instrumentach na których Pani grała będziemy jeszcze mówić, ja tylko powiem że gongi wyglądają jak wielkie słońca, a misy - jak to misy. Można by nawet w nich jeść. Może nawet by było zdrowo z nich jeść? Bo są bogate w różne metale. Ale pewnie Pani je wykorzystuje wyłącznie jako instrumenty.

Tak, wykorzystuje je wyłącznie jako instrumenty. Aczkolwiek rzeczywiście kiedyś Tybetańczykom służyły do jedzenia. Służyły również jako misy żebracze, ale też jako instrumenty rytualne.

To są podróbki, czy oryginalne?

To są misy oryginalne. Misy które służą do terapii dźwiękiem muszą posiadać certyfikat.

Gdzie można takie instrumenty? To pewnie trzeba sprowadzać z Tybetu?

Można je kupić już w Polsce, również można sprowadzać, tylko trzeba uważać właśnie, żeby ten certyfikat posiadały.

A Tybetańczycy wciąż korzystają z tych instrumentów? Z tych i mis, i z tych gongów, dzwonków? Wciąż używają tych instrumentów?

Sądzę, że wciąż używają ich do celów religijnych, aczkolwiek ja wykorzystując je w terapii czy podczas koncertów - wyłączną tutaj przesłanką jest poprawa samopoczucia osób przychodzących na takie koncerty, bez żadnych podtekstów ideologicznych czy religijnych. Natomiast Tybetańczykom nadal służą do celów religijnych.

Pani wykorzystuje te instrumenty w trzech celach, o tych celach będziemy mówić. I o wszystkim co jest związane z terapią przez dźwięki, dźwięki te właśnie gongów, mis i dzwonków tybetańskich. Państwu przypominam telefon do studia 423 00 50, mogą Państwo do nas dzwonić.

(muzyka)

Słuchają Państwo programu nocnego w Polskim Radiu Szczecin, a przed chwilą słuchali Państwo niezwykłych dźwięków rodem z Tybetu. Tybet to jedno z najbardziej tajemniczych i niedostępnych miejsc na świecie. Od wielu lat mówi się o niezwykle dramatycznej historii Tybetu. I wiemy o Tybecie, i nie wiemy. Wiemy że jest Dalai Lama, że jest buddyzm, mistycyzm i gongi. I nie wiemy, bo to tak daleko. Przy telefonie Pan Adam Kozioł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

(rozmowa)
(muzyka)

Słuchają Państwo programu nocnego w Polskim Radiu Szczecin, gościem audycji jest Pani Katarzyna Jeleń Pszkit. To Pani przed chwilą grała na tych wszystkich gongach i misach, i dzwonkach tybetańskich. A 26.01, przypominam bo już o tym mówiłyśmy, w sobotę o 17 w domu kultury 'Wspólny Dom' przy Marcina 2 odbędzie się właśnie taki koncert zatytułowany 'Uzdrawiająca moc dźwięku, Kąpiel w Dźwiękach gongów i mis'. (...)

(...) Gamy zarówno na gongach, misach, dzwonkach jak i też innych etnicznych instrumentach pochodzących z Peru. I gramy muzykę intuicyjną. Muzykę która ma na celu głęboko zrelaksować, odstresować.

Państwo zapraszają by przyjść z karimatą, kocem lub śpiworem, gdyż tego koncertu doświadcza się w pozycji leżącej. No, to niezwykła pozycja rzeczywiście jeśli chodzi o koncert.

Niezwykła pozycja, niezwykły koncert. Tak, tego koncertu doświadcza się na leżąco. Właśnie w takiej pozycji najlepiej działają na nas te instrumenty – kiedy ciało jest wygodnie ułożone, przykryte, okryte, dotulone. Wydobywające się dźwięki, fale dźwiękowe z gongów i mis powodują, że drga cały nasz organizm. Drga każda komórka. Wibruje w naszym organizmie woda, z której przecież składamy się w przeważającej części, i dostrajają te fale dźwiękowe nasz organizm do tej najlepszej, najbardziej harmonijnej częstotliwości. Czyli innymi słowy nasz organizm zostaje wprowadzony w taki stan samoleczenia.

Ale Pani mówiła, że właściwie są różne rodzaje koncertów. Te właśnie na leżąco, ale także 'normalne' koncerty.

Tak. Odbywają się również koncerty takie 'normalne', jak Pani Redaktor powiedziała, klasyczne, na które przychodzi się i siada na krześle, już nie leży. I takie koncerty odbywają się, łączy się często z występami innych muzyków. Określane one są często mianem koncertów freejazzowych. Takie koncerty graliśmy razem z Donem Conreaux, z moim nauczycielem. Z muzykami takimi jak: Marek Bałata, wówczas wykonał do tej muzyki gongów i mis przepiękną wokalizę, również intuicyjnie, bez partytury. Występowaliśmy również z Krzysztofem Ścierańskim, który grał wówczas na gitarze basowej. Też naprawdę niezwykły koncert, doświadczenia artystyczne ogromne. W Cieszynie, w ramach festiwalu filmowego 'Era Nowe Horyzonty' daliśmy koncert w kościele na 2 000 osób. Występował wówczas z nami Phil Minton, który pracował specyficznie swoim głosem, Mikołaj Trzaska i wielu jeszcze innych gongistów. To są takie koncerty, którym towarzyszą często doświadczenia wizualne, ponieważ najczęściej tańczymy. Ja tańczę z gongiem, Don Conreaux na przykład machał tym gongiem wokół głowy. Daje to taki efekt show, takie wizualne wrażenia duże.

A jak to się zaczęło? Bo Pani jest muzykiem?

Nie, ja nie jestem muzykiem.

To kim Pani jest?

Jestem naturoterapeutką. Zaczynałam moją pracę zawodową od masażu klasycznego, leczniczego który nadal stosuję. I w 2000r. trafiłam na taką metodę 'masaż dźwiękiem mis tybetańskich'. Wówczas uczyłam się u Petera Hessa z 'Instytutu für Klang Massage' z Niemiec.

Już wtedy miała Pani te misy?

Nie. Jeszcze wtedy nie. Na te misy musiałam długo dłużej czekać. I wówczas włączyłam tą metodę, po uzyskaniu certyfikatu, do swojej pracy terapeutycznej. Ale tak na prawdę to nie był taki początek, któremu towarzyszyły fajerwerki. Prawdziwy początek mojej przygody, prawdziwa przygoda zaczęła się wówczas, kiedy przyjechał do Polski Don Conreaux. I na pierwszym z jego seminariów zostałam zaproszona do przedstawienia właśnie gry na gongu. Było to dla mnie olbrzymie przeżycie, olbrzymi stres, bo bardzo nie lubiłam wtedy wystąpień publicznych. I w pewnym momencie grając na tym gongu odkryłam, że czuję się zupełnie spokojna, że tak naprawdę gong gra na mnie. Kiedy powiedziałam o tym Donowi, czyli mojemu nauczycielowi, uśmiechnął się tylko. Później, na którymś z kolejnych wykładów powiedział, że właśnie o to chodzi w tej grze na gongu. A dlaczego to było takie niezwykłe? Dlatego że gra na tym instrumencie daje taką możliwość otworzenia się na swoje własne możliwości. Ja przełamałam jakieś wyobrażenie o sobie, że ja nie potrafię, że ja czegoś nie umiem. Okazało się, że ja umiem i umiem to robić świetnie. Czyli dało mi możliwość takiego twórczego wyrażenia siebie również.

Każdy może?

Każdy może. Każdy może grać na tym instrumencie, potrzebna jest jednak wrażliwość. Swego rodzaju wrażliwość.

Na co? Na dźwięk, czy na słuchanie tego dźwięku?

Bardziej na doświadczanie, bardziej na umiejętność dzielenia się tym dźwiękiem.

Kiedy gong gra na Pani, to co się dzieje?

Co się dzieje... Czuję olbrzymi spokój. I czuję taką przestrzeń, która pozwala mi tworzyć tą muzykę.

Bo się zastanawiam: skoro Pani mówi że to jest, no taka improwizacja, to kiedy na przykład jesteście trzy, albo kiedy Pani grała z tymi muzykami o których Pani wspominała, no to musiała być jakaś wielka improwizacja już. Bo to każdy w swoim rytmie to co czuł, i w połączeniu z takim właśnie też instrumentem jak gongi i misy, no to to jest nie wiem jakie ryzyko. Może żadne, może ten dźwięk jest tak niezwykły, że cokolwiek się, w jakimkolwiek rytmie i momencie uderzy, to zawsze brzmi świetnie i działa tak samo dobrze?

Jest to muzyka intuicyjna, muzyka tworzona intuicyjnie dlatego taką jedną z cech, którą powinien posiadać muzyk grający na tych instrumentach to jest właśnie dobrze rozwinięta intuicja. Oczywiście czasem omawiamy scenariusz, omawiamy że będą trzy części, omawiamy że po kolei zagra ten, lub ten muzyk, prawda. Ale nie ma partytury tak jak podczas klasycznych koncertów.

Z czego są zbudowane, jak stworzone, jak powstały te instrumenty? Czy wciąż powstają, czy to są już kiedyś zrobione misy, na przykład, i gongi, i one tak już tylko krążą? Czy istnieje jakaś fabryka tych instrumentów, czy to jest rękodzieło? Jak to jest?

Jest i tak, i tak. Dlatego że instrumenty na których gram są współcześnie wytworzone. Natomiast sam proces tworzenia gongów – kiedyś rzeczywiście były one wykonywane, wyrabiane, odlewane ręcznie i sięgają aż epoki brązu. Tak naprawdę to gong zapoczątkował epokę brązu, jak głosi legenda. Czyli sam instrument jest stary, ma 5,5tys. lat. Gongi powstawały na terenie Mezopotamii, czyli tam gdzie teraz leży Iran, Irak, Turcja. Pierwszych odkryć dokonano zupełnie przypadkowo. Właśnie w czasie kiedy ulepszano technologicznie piece do wytopu kamieni. Pierwszym metalem była cyna, wreszcie wiele tysięcy lat później z wytopu tych kamieni uzyskano miedź, i dopiero jeszcze kilka tysięcy lat później połączono oba metale i uzyskano brąz. I z brązu są wytworzone pierwsze gongi, które dały właśnie początek epoce brązu. Później budowniczowie dodawać zaczęli meteoryty, które uznawali jako kamienie zsyłane przez bogów z nieba.

No i słusznie.

I tak powstały pierwsze gongi, które miały bardziej przestrzenne brzmienie. 'Święte gongi'. No oczywiście kiedy wiedza wzrosła, odkryto że tym szczególnym składnikiem był nikiel. To właśnie on daje takie brzmienie, taką przestrzeń w tym dźwięku gongów. Dzisiaj nowoczesne gongi wytwarzane są już, wiadomo, w lepszych warunkach. Składają się z kilku metali, od siedmiu do dwunastu, czasami więcej. Ich receptura wyrobu jest okryta tajemnicą. Niemniej jednak składają się z metali które korespondują z planetami Układu Słonecznego. I tak na przykład gongi składają się z miedzi, złota, srebra, niklu, cyny, żelaza, ołowiu, rtęci. Czasami dodaje się do niego również róg jelenia.

(muzyka)
(konkurs)

Nasza audycja jeszcze się, proszę Państwa, nie kończy, dopiero się kończy pierwsza godzina tej audycji. Będzie potem jeszcze druga - po wiadomościach. Do nas można dzwonić nie tylko, no właściwie w sprawie zaproszeń to już nie, natomiast można pytać o różne rzeczy. O te zdrowotne działanie tych mis, gongów i dzwonków. Dzwonek to Pani miała tylko jeden?

Dzwonek miałam dzisiaj jeden, tak. Jest kilka dzwonków podczas koncertu, czy podczas kąpieli w dźwiękach. Bo te koncerty na leżąco się nazywają pięknie 'kąpielami w dźwiękach' - ze względu na to że właśnie czujemy się otoczeni, skąpani w dźwiękach.

A potem można się podnieść i normalnie dojść do domu?

Trzeba chwileczkę odczekać i dojść do siebie. Zdecydowanie tak polecam.

Może jakąś zamówić od razu pomoc do dowożenia do domów z koncertów?(śmiech)

Nie, nie. (śmiech)

A ile osób jest na tym koncercie, na takim na leżąco?

Zwykle bywa tak od 30 do 70, do 100 osób, bywało i 200. To jest taka optymalna ilość.

A Panie przewidują, że tu będzie tłok?

No jeśli będzie tłok – zrobimy drugą godzinę. Zorganizujemy drugie wejście na taki koncert.

Aha. Także jest taka możliwości?

Jest oczywiście

Na razie jest przewidziany tylko tylko jeden?

Ważne jest żeby zgłaszać się SMSowo czy też telefonicznie do nas na ten koncert, tak żebyśmy właśnie mogły zaplanować to drugie wejście.

(muzyka)
(wiadomości)
(muzyka)

Państwo słuchają drugiej godziny programu nocnego w Polskim Radiu Szczecin. Dziś rozmawiamy o gongach, misach i dzwonkach tybetańskich. Państwo, mamy dowody na to w postaci telefonów, że nas słuchają. I właśnie teraz jest kolejny telefon. Halo?

słuchacz: Dobry wieczór.

Dobry wieczór Pani.

słuchacz: Chciałam zapytać o mistyczną stronę całego przedsięwzięcia jakim jest kąpiel w gongach. Relaks, zdrowie. A co z odczuciami które pojawiają się w trakcie seansów?

No właśnie. Czy mają prawo tylko być te pozytywne, czy jak pojawią się na przykład negatywne to czy jest szansa w takiej kąpieli jakoś wyrzucić z siebie? W studiu gościem dzisiejszego programu jest Pani Katarzyna Jeleń Pszkit. Pani właśnie jest terapeutką i muzykiem, jak to właściwie, kim Pani jest kiedy gra Pani na tych instrumentach?

Można powiedzieć...

słuchacz: Jeśli mogę wejść w słowo... Nie tyle chodziło by mi o pozytywne czy negatywne odczucia, ile o wędrówkę za dźwiękiem która może odkryć przed kąpiącym się, mówię o tym z własnego doświadczenia.

To znaczy brała już Pani udział w takich kąpielach?

słuchacz:Tak. I chciałabym usłyszeć wyjaśnienie, albo może parę słów od autorki muzyki. Jak to jest z tą stroną mistyczną? Jak to jest z tymi przeżyciami niekoniecznie typu 'relaks', niekoniecznie typu 'czuję się lepiej', ale tymi innymi?

Ale skoro Pani zadzwoniła i przyznała się, że brała udział w takim przedsięwzięciu to może najpierw Panią przepytamy – co się działo? Jak wędrowała Pani za tym dźwiękiem i co się działo poza relaksem?

No właśnie.

słuchacz: Poza relaksem... Jak była moja wędrówka była niesłychanie głęboka, aż dosłownie wręcz była wędrówką w głąb Ziemi. Była ukazaniem życia, Ziemi pulsującej życiem. Nabrzmiałej życiem. Byłam jednocześnie obserwującą i tą, która czuje i, no muszę się przyznać, byłam tą Ziemią. Ziemią napęczniałą, brzemienną w to życie które ma się narodzić. A więc Ziemią która się przewala gdzieś tam w głębinach. Ukazuje pulsowanie, ukazuje bryły, światło. Jest oceanem, jest dnem oceanu, jest nawet wybuchem wulkanu. Może to brzmi niewiarygodnie.

No, to prawda.

słuchacz: Ale chciałabym może usłyszeć wyjaśnienie osoby która wie, że prowadzi takie koncerty, a co stało się moim udziałem - jak to można wytłumaczyć?

Pani Katarzyno właśnie, czy Pani pewnie rozmawia ze słuchaczami, czy pacjentami. I takie też mają przeżycia jak nasza słuchaczka?

Tak, zdarzają się oczywiście takie przeżycia. Dzieje się tak dlatego, że tak jak mówiłam, fale dźwięków gongów, mis, wprowadzają nasze ciało w rezonans, w holistyczny rezonans. Jesteśmy poddawani takim drganiom. Dzięki temu jak gdyby nasz umysł racjonalny przestaje funkcjonować na poziomie tym takim codziennym, czyli poziomie beta. Wchodzi w stan alpha, czyli w taki stan relaksu głębokiego, a czasami również niżej w stan taki wizyjny. I właśnie taki stan przydarzył się Pani. Dzięki temu miała Pani właśnie takie doświadczenia, taką wizję. I często zdarzają się tego typu doświadczenia. Nie należy się ich obawiać, no można powiedzieć, że jest to piękne doświadczenie.

Jednym się udaje, a innym nie, wejść w taki stan

Jest to kwestia otwartości. Jest to kwestia braku jakiś większych blokad, czy być może schorzeń nawet w organizmie. Albo po protu kwestia takiej otwartości umysłu.

To jak hipnoza działa?

No tak nie można tego nazwać.

Ale jednak sięganie aż tak daleko wstecz, czy w głąb, czy gdzieś do jakiś... Podobny proces chyba trochę? Poddanie się takiemu stanowi.

Pewien etap tego procesu - owszem. Dlatego, że nasz umysł jest na częstotliwościach, powiedzmy, poniżej częstotliwości alpha.

Czy Panią satysfakcjonuje odpowiedź?

słuchacz:Dziękuję bardzo, ale jeszcze mogę mieć ciąg dalszy?

Bardzo proszę.

słuchacz:Związany również z przeżyciami w trakcie kąpieli. Jeżeli sięgamy w głąb, jeżeli jest to możliwe, czy jest również sięganie powiedzmy w przyszłość, bądź otrzymanie jakiegoś rodzaju odpowiedzi? Ponieważ na jednym z koncertów prowadzący zachęciły wręcz do przeżycia tej kąpieli z pewną intencją. Czy może nawet kryło się za tym jakieś postawienie pytania. Co wtedy? Co wtedy może dziać się w takiej kąpieli, jeżeli może mi się wydawać, że uzyskałam odpowiedź, lub jeśli znów widzę coś. Jak to potraktować?

Tak. Tak mogło się zdarzyć. Rzeczywiście często prosimy podczas takich kąpieli tematycznych aby pomyśleć sobie jakieś marzenie, czy przyjść z jakąś sprawą która nas nurtuje. I właśnie wtedy, kiedy – znowu tutaj wrócę do stanu alpha i do wyłączania naszego racjonalnego umysłu – zdarza się że takie odpowiedzi otrzymujemy. Dlatego że podczas takiej kąpieli uzyskujemy duży dystans do tej codziennej rzeczywistości, wyłączamy się i dzięki temu takie odpowiedzi mogą przychodzić.

Można ufać tym podpowiedziom?

No to można sprawdzić. Jeśli przyszło się z jakąś sprawą, a ona się później sprawdza. Jest to sprawdzalne.

Bo umysł człowieka to jak taki niezwykłej jakości komputer. Wtedy ten komputer, kiedy ciało jest zrelaksowane, to znaczy umysł też jest zrelaksowany. Jak to się, jakie procesy się odbywają, że potrafi nagle nam dać taką odpowiedź?

Umysł, przede wszystkim umysł jest zrelaksowany. Wyłączamy się po prosu. Wyłączamy się z tego biegu wydarzeń. Zdarzyła mi się taka sytuacja - właśnie podczas jednego z koncertów: przyszedł do mnie pan. Był to naukowiec, który pracował nad jakimś zagadnieniem. Pracował nad nim już od dłuższego czasu, kilka miesięcy. I przyszedł powiedzieć, że dziękuje nam, bo właśnie dzięki temu koncertowi znalazł odpowiedź. Przyszła do niego odpowiedź. Właśnie dlatego, że tak głęboko się zrelaksował.

Czy jutro Państwo powinni też przynieść sobie, ze sobą pytanie, czy Państwo prowadzący, czy Pani prowadząca ten koncert, będzie sugerowała jakieś problemy?

Nie, nie. Każdy ze swoim jakimś jednym zagadnieniem przychodzi i po prostu jest to jego intymna sprawa. Nie musi się tym dzielić oczywiście.

Rozumiem że to nie takie proste przygotowanie. Nie dość że ta karimata czy koc, to jeszcze trzeba wcześniej przemyśleć swoje życie i zastanowić się nad pytaniem. Zadawanie pytania nie jest prostą sprawą często, to wiem od słuchaczy którzy mówią, że 'no chętnie bym zadzwonił, ale właściwie nie wiem jak sformułować to pytanie, bo to jest nieproste'. Jak zadać sobie pytanie. O co pytać? O życie globalnie, o jakiś drobny szczegół?

Najlepiej aby to było precyzyjne pytanie. Czyli jakaś nurtująca sprawa, problem który ostatnio powodował że nie żyło nam się najlepiej. Ważne żeby był sprecyzowany. Ważne, aby nazwać po imieniu np. pracuję z emocją jakąś. Można pracować z emocją, można pracować z marzeniem. Na przykład: 'chcę zarabiać więcej pieniędzy'. Ale w tym momencie puszczam. Jak gdyby komunikuję samej sobie, puszczam i poddaję się. Czyli ufam, wchodzę w proces zaufania.

Bo często ludzie pytani czego naprawdę pragną wymieniają różne rzeczy, ale bardzo często też na przykład mówią 'pieniądze'. A potem szczegółowe pytanie wykazuje, że tak właściwie to nie chodzi o same pieniądze, bo nie chcą mieć worków pieniędzy w mieszkaniu, tylko na przykład chodzi im o to, żeby mieć mieszkanie. Albo żeby no odpocząć, czy żeby zlikwidować jakiś poważny problem, który jest związany z finansami.

Właśnie dlatego ważne jest sprecyzowanie – czego naprawdę chcę, o co mi naprawdę chodzi.

Teraz posłuchamy przez moment, nie wiem czy nasza słuchaczka jeszcze jest z nami, halo?

słuchacz:Ja z zainteresowaniem słucham odpowiedzi, dziękuję serdecznie.

A może jeszcze by chciała Pani zapytać o coś, czy już wyczerpały się Pani pytania?

słuchacz:Myślę że pytania chyba już zostały zaspokojone, natomiast myślę cały czas o tym, że to co ja otrzymałam w swojej wizji podczas kąpieli - to było coś znacznie więcej ponad postawiony problem. Tak jakbym w nagrodę za zaufanie właśnie otrzymała jeszcze coś dodatkowego, extra premię na inne nurtujące mnie problemy.

A to było co? To tajemnica może?

słuchacz:Nie, dlaczego, mogę się podzielić. Myślę, że jest to tak ciekawe doświadczenie, że warto chyba o nim opowiedzieć, chociażby tak sygnalizując problem. Ponieważ nie czułam się najlepiej akurat przed samym koncertem, i czekały mnie dosyć duże zobowiązania wymagające siły, więc najzwyczajniej w świecie poprosiłam o uzdrowienie, które mogłoby mi to przynieść. Tak po prostu poprosiłam. I ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, to wszystko co jak gdyby potoczyło się w trakcie kąpieli, było sięgnięciem aż do źródeł problemu, który przyczynił się do jakiegoś takiego gorszego samopoczucia. A oprócz tego pojawiło się rozwiązanie, jak gdyby nadzieja w perspektywie - co spotka mnie w bardzo ważnej sprawie dla mnie.

I to dawno było?

słuchacz:Niedawno. To było na tym koncercie, który miał miejsce chyba jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia w Szczecinie.

W listopadzie?

słuchacz:W listopadzie, tak.

To bardzo się cieszę.

Ale rozumiem, że Panią w sobotę też będzie można spotkać?

słuchacz: Tak, będę na pewno. Będę bardzo ciekawa ciągu dalszego.

To będziemy w swoim towarzystwie właściwie chyba.

Bardzo dziękujemy za podzielenie się. Dlatego że często mamy ankiety i nie są takie rozległe te wypowiedzi. Będę jednak prosić o szersze. Bardzo Pani dziękuję.

słuchacz:Dziękuję serdecznie.

Pani Katarzyna Jeleń Pszkit jest gościem naszego programu. Pani obiecała, że pod koniec programu jeszcze na żywo raz nam zagra. Ucieszył się realizator, bo to się wiąże jednak z pewną uwagą. To bardzo głośne instrumenty w gruncie rzeczy i trudno nad nimi zapanować, żeby dźwięk był dobry, dobrze słyszalny u Państwa w domach. Ale będziemy znów eksperymentować, bo podobało się to naszym słuchaczom. A teraz troszkę z taśmy - też tych gongów.

(muzyka)

Zawsze kiedy w programie o różnych sprawach kiedy rozmawiamy i dochodzi do takiego tematu jak terapia - na przykład dźwiękiem, to czuję taki delikatny niepokój. Czy można na przykład takimi informacjami zaszkodzić? Bo człowiek właściwie powinien się opierać na nauce, na takiej terapii związanej z medycyną tą 'prawdziwą'. Natomiast tutaj leczenie dźwiękiem. Czy można zaszkodzić, kiedy o tym opowiadamy, że te dźwięki pomagają, że mogą spowodować poprawę nastroju a nawet zdrowia?

Zaszkodzić samym propagowaniem na pewno nie możemy. Dźwięki też są bezpieczne, nie posiadają jakiś większych przeciwwskazań, ta terapia nie posiada przeciwwskazań. To znaczy są takie dwa. Pierwszy trymestr ciąży – wówczas nie polecam tej terapii. I  używanie środków psychotropowych. Jeszcze dla bezpieczeństwa - jakieś ostre stany zapalne organizmu, czy wysoka temperatura. Stany, które nawet uniemożliwiają wręcz przyjście na taką sesję.

Bo do tej pory mówiłyśmy o dwu sposobach spotkania z tymi gongami i misami. W formie koncertu, o których Pani opowiadała. Potem w formie takich kąpieli, której doświadczą nasi słuchacze w sobotę. Ale jest jeszcze taka forma, Pani to nazywa 'sesja indywidualna', kiedy terapeuta kładzie na ciało uczestnika dźwiękowe misy, a gong otacza osobę leżącą swoim majestatycznym brzmieniem wymywając to, co niepotrzebne z umysłu i ciała. Czytam to z tekstu, który wzięłam z Pani strony internetowej chyba. Więc tak to wygląda? Jak to wygląda tak naprawdę? Przychodzi ktoś i mówi: 'Bardzo jestem zdenerwowany, niespokojny' albo 'Boli mnie kręgosłup, poproszę o masaż z misami'. Tak? Może być? (śmiech)

Tak może być. (śmiech) Akurat mogę polecić tutaj masaż leczniczy, który też wykonuję, czy klasyczny. Natomiast faktycznie sam masaż klasyczny czy leczniczy uzupełniam działaniem dźwięków mis i gongów. Niemniej jednak sama terapia, sesja indywidualna, wygląda w ten sposób, że oczywiście przeprowadzam wywiad. Bo jeszcze jest jedna ważna sprawa – rozrusznik serca, czy jakieś inne takie rzeczy w organizmie człowieka. Nie wolno wtedy kłaść tych mis na ciało. I po takim wywiadzie wiem mniej-więcej też czego oczywiście klient oczekuje. Według określonego schematu układam misy dźwiękowe na jego ciele. Najpierw oczywiście odczuwane są jako, słyszane są jako dźwięk, później już ten dźwięk zamienia się w drganie całego organizmu, wreszcie taka osoba leżąca, ciepło okryta, ma wrażenie że znalazła się w kokonie, jak gdyby w macicy. I ta sesja indywidualna różni się od tych zbiorowych tym, że jest większa intymność takiej sesji. Że jednak jest poczucie, że jest tylko terapeuta, i że jest tylko osoba poddawana tej terapii. Ma się takie wrażenie, że się jest lepiej jak gdyby dopatrzonym.

Jak długo to trwa?

Tak około godziny trwa taka sesja.

I ludzie najczęściej zasypiają, czy wtedy chce im się opowiadać? A może rozmawiają? Co się dzieje z tymi ludźmi?

Najczęściej zasypiają, a jeszcze częściej zdarza się taki sen na jawie – kiedy ktoś chrapie, ale mówi że wszystko wiedział, wszystko słyszał. Przytacza nam rzeczy które rzeczywiście się odbywały w czasie tej sesji, które miały miejsce. Tak to właśnie działa. Jest to taki głęboki sen na jawie.

To jest sprawa jak bardzo popularna?

W Polsce nie jest jeszcze aż tak bardzo popularna, aczkolwiek bardzo szybko rozwija się ta metoda. I coraz więcej zwolenników tej formy terapii jest w Polsce. Natomiast w Stanach popularna jest w gabinetach stomatologicznych, na pokładach samolotów, w salach operacyjnych.

Na pokładzie samolotu, to samolot nie wprawia w drganie?

To znaczy zanim odleci, (śmiech) bo jest wiele osób które boją się latać samolotami, sama znam takie. Po prostu taka terapia uspokaja je.

Co się właściwie dzieje, bo to no rodzimy się z harmonijnie uporządkowanym takim organizmem. Potem różne sytuacje – choroby, różne jakieś stresy powodują różne przeżycia, że ta harmonia naszego organizmu jest zachwiana. Rozumiem że to w ogóle wszystkie takie działania polegają na tym, żeby znów doprowadzić do tej idealnej harmonii nasz organizm. Żeby wszystko w jednym rytmie pracowało?

Dokładnie o to chodzi. Każda nasza część, każda komórka, każdy narząd ma jakąś określoną częstotliwości drgań. Jeśli już mówimy o tej formie terapii. I zadaniem terapeuty stosującego dźwięki jest przywrócenie tym zaburzonym drganiom, częstotliwościom – czy narządom – ich naturalnego stanu harmonii. Dokładnie tak, jak Pani Redaktor powiedziała. Oczywiście nie ja to robię, tylko dokonują tego instrumenty, czyli ja jestem leniwa, one za mnie wykonują tą pracę (śmiech) doprowadzając człowieka do stanu harmonii, bo harmonia to zdrowie. W ogóle ta teoria wywodzi się aż sprzed 5tys. lat, z medycyny wedyjskiej - starożytnej sztuki lekarskiej, gdzie w świadomości ludzi tej kultury panował pogląd, że człowiek składa się z dźwięku. Że on jest dźwiękiem. I dzięki temu właśnie dźwięki mogą przywrócić go z powrotem do zdrowia. No coś w tym jest.

Swoją drogą to człowiek takie niezbyt rozsądne stworzenie, bo właściwie wszystko miał na początku – intuicję, wiedział z czego jest zbudowany, jak powinien o to dbać. A potem brał i wszystkie te swoje dary pogubił. Teraz od nowa odkrywa, jest zachwycony – o proszę, to znów jesteśmy dźwiękiem, znów dbamy o tę harmonię, rozumiemy że tak to nie może być że żołądek może jakoś pulsować nie w takim samym rytmie jak ręka na przykład. (śmiech) Choć może powinny mieć inne rytmy, ale czujemy że wszystko nam osobo gdzieś lata i nie możemy tego poskładać. I gdyby nie jakieś takie wspólne okrycie, to może by każdy gdzieś się człowiek rozleciał. Więc poszukiwanie takiej harmonii, wspólnego rytmu całości organizmu. Odkrywamy od nowa coś, co dawno już wszyscy wiedzieli. To jest takie dość smutna wiedza o człowieku.

Tak, mamy taką tendencję do tracenia swoich darów i swoich możliwości. Ale na szczęście mamy też tą możliwość odkrywania i przywracania ich z powrotem.

Pani pokazywała mi takie zdjęcia kryształków wody chyba? Które zmieniają się bardzo pod wpływem dźwięków, a także brzydkich słów na przykład, nieładnych.

Tak, zgadza się. Takie badania prowadził Japończyk Masaru Emoto, który poddawał próbki wody po prostu brzydkim na przykład słowom, czy zwrotom typu 'nie lubię cię'.

W miseczce stała woda, a on mówił 'nie lubię cię' do tej wody?

Tak, na przykład.

I jeszcze dodawał jakieś brzydkie.

Tak, powiedzmy że całą wiązkę, tak? (śmiech) I później tą wodę zamrażał. Również badał inną próbkę wody, do której mówił ładne słowa typu: 'kocham cię', 'lubię cię', 'szanuję cię'. I te próbki później porównano. I tak jak tutaj pokazywałam Pani Redaktor na tych obrazkach, woda która była poddawana pozytywnym słowom, pozytywnym sentencjom, miała piękną strukturę. Była naprawdę bardzo ładnie ustrukturyzowana. Natomiast woda poddana tym brzydkim słowom, była taka rozlazła, brzydka. I to samo zrobił z muzyką. Pomiędzy głośnikami umieścił próbki wody i puścił muzykę. Muzyka, sami wiemy – oddziałuje na organizm człowieka. Puścił 'Symfonię Pastoralną' Beethovena - i znowu tutaj te kryształki były bardzo ładne. I puścił muzykę, zadziałał muzyką heavy metalową, i struktura wody była zupełnie taka rozlazła, rozpełzła, brzydka, brzydka kolorystycznie. Można kupić książkę Masaru Emoto w Polsce 'Woda – obraz energii życia'. Tam są piękne fotografie i wiele więcej informacji na ten temat. Dzięki temu mamy dowód na to, że wibracja działa na wodę. A woda jest składnikiem naszego organizmu.

No i to dużą częścią tego organizmu,(ok. 60% - przyp. admin) więc można sobie wyobrażać co się dzieje kiedy chodzimy i mówimy złe rzeczy, prawda? Tacy jesteśmy, tacy właśnie jak te kryształki zamrożone.

Lepiej nie myślmy. (śmiech) Ale też warto się pozytywnie nastawić.

To może być ostrzeżenie i zachęta do tego, żeby mówić ładne słowa i słuchać dobrej, szlachetnej muzyki. Takiej jakby choć te gongi tybetańskie i misy, i dzwonki.

(muzyka)

Państwo do nas dzwonią cały czas, nawet ostatnio Pan pytał o takie rzeczy. Może muzyka jakoś tak specjalnie, nie wiem, stworzona czy może właśnie chaotyczna – nietworzona nad którą nikt nie panuje - może spowodować jakieś dziwne zachowania, niebezpieczne ludzi? Mówiłyśmy o tym heavy metalu, który ewentualnie powoduje że mamy te kryształki wody.

Może się zdarzać, jak najbardziej

Pan mówił o jakiś półtonach, które coraz niżej niżej i że tam właśnie...

Tak, są odległości pomiędzy tonami. To jest rzecz dla muzyków, ja nie chciałabym tutaj wchodzić w kompetencje muzykom.

Ale Pan widział bezpośredni związek. Kiedyś doświadczył że tam ktoś właśnie tak jakoś dziwnie grał i przez to ktoś dziwnie się zachowywał

Muzyka tak może wpływać

Szczególnie na dzieci. Czy są takie właśnie. Czy kobiety i mężczyźni inaczej reagują ? A dzieci, też mogły by przyjść?

Dzieci są bardziej intuicyjne, ale dzieci od któregoś tam roku, powiedzmy od ósmego roku życia kiedy one są w stanie wyleżeć, czy od dziewiątego roku życia. Dlatego że dla dzieci organizujemy, jeśli jest taka potrzeba, oddzielny koncert. Ponieważ one mają prawo do pewnych zachowań, do biegania nawet w czasie kąpieli. I trzeba im na to pozwolić. A dorosłym to przeszkadza, więc raczej oddzielnie organizujemy wtedy.

(...)

No i wciąż przypominamy, że trzeba wziąć z sobą koc.

Coś na czym się położymy, coś czym się przykryjemy. I oczywiście luźny strój.

I co zobaczą nasi słuchacze, czy ci uczestnicy tego koncertu? Przyjdą, zobaczą dużą salę na której trzeba znaleźć sobie dobre miejsce?

Tak. Dobre miejsce, dobrego sąsiada - niechrapiącego (śmiech) Należy o to zapytać wcześniej. Często zdarza się właśnie, że uczestnicy koncertów chrapią.

A co z chrapiącymi? No jak ktoś chrapie to w końcu...

Na szczęście niewielu osobom to przeszkadza, każdy jest w swoim świecie, że tak powiem. I nie jest to jakoś szczególnie dotkliwe. Bardziej my, grający, widzimy, słyszymy.

A gdzieś w kąciku, albo na środku Panie będą?

My mamy rozstawione trzy stanowiska, mniej-więcej w równych odległościach. Także dźwięk będzie słyszalny z każdej strony. Nie ma jakiś szczególnych miejsc, tak jak to jest podczas tradycyjnych koncertów. Także dźwięk będzie otulał, gdziekolwiek się położycie Państwo.

No i Pani będzie grała na czym? Bo to rozumiem że każda z Pań na czym innym? Czy macie swoje własne instrumenty? Własne gongi?

To znaczy wymieniamy się instrumentami. Tutaj nie przywiązujemy się jakoś starannie do konkretnego instrumentu, aczkolwiek rzeczywiście - ja będę grała na olbrzymim gongu 'tam-tam'. To jest taki gong który ma takie bardzo mocne, charakterystyczne brzmienie, głębokie tony. Koleżanki będą grały na gongach 'Wenus' - obydwie. Gongi 'Wenus' ze względu na dominującą częstotliwość powiązaną z planetą Wenus – dlatego tak się nazywa. I będziemy grały na śpiewających misach.

Tu tych, które tu stoją?

Tak, na tych misach. W ogóle powiem ciekawostkę: te misy zostały kupione dla mnie w Nepalu. W sklepie w którym odsprzedał osobie prowadzącej ten sklep właśnie Tybetańczyk. Są to prawdopodobnie stuletnie misy, ponad stuletnie misy, które właśnie w czasie inwazji chińskiej na Tybet, podczas ucieczki Tybetańczyków zostały przewiezione właśnie do Nepalu.

W tym przypadku wiek jest stroną pozytywną?

Tak, dlatego że te misy mają szczególne właściwości dźwiękowe.

Pani różne rzeczy robiła z tymi misami, bo gongi no też głaskała Pani tymi pałeczkami, uderzała i różne są też te pałeczki. Ale z misami no tam chyba wodę Pani wlewała i potem też jakoś tam do nich przemawiała, nie wiem, czy dmuchała?

(śmiech) Tak, rozmawiałam z misami. To znaczy już mówię: jedna z mis jest misą wodną. Rzadko zdarzają się takie misy. Jestem szczęśliwa, że ją mam, że ją posiadam. Ta misa gra z wodą, wydobywa wtedy takie specyficzne 'łał łał łał', taki jak gdyby delfinek. I wszystkie te misy mają taką właściwość, że ma Pani wrażenie że mówię do nich. Ja po prostu bezgłośnie poruszam ustami tak jak gdybym wydobywała słowa i one wówczas właśnie wydają też taki charakterystyczny 'łał łał łał'. Troszeczkę inne niż przy wodzie oczywiście.

Przybliżała Pani też oba te gongi do siebie w pewnym momencie. Bo to pewnie chodzi o różne efekty dźwiękowe.

Tak, wtedy nakładają się fale dźwiękowe tych gongów tworząc wypadkową ich drgań i  wiadomo, że w metalu dźwięk, fala dźwiękowa, przebiega szybciej, natomiast w powietrzu wolniej się rozchodzi. I dzięki takiemu właśnie wydobyciu większej ilości fal to powietrze nasyca się do tego stopnia, że ta fala zmasowana dociera do naszego ciała powodując wręcz bodźce dotykowe. My czujemy wręcz jak dźwięk nas dotyka.

A jak to jest, kiedy słucha się tych żywych dźwięków tak jak my dziś w studiu, czy na tym koncercie w sobotę, a płyty z nagranego koncertu. To jest to samo?

Dla mnie osobiście są to dwa różne doświadczenia. Ja osobiście wolę słuchać płyty mając już doświadczenie, tak jak Pani Redaktor określiła, żywych dźwięków. No myślę, że znacznie lepiej odczuwa się dźwięki na żywo, będąc na koncercie. Ale później płyta przypomina pamięć tego stanu relaksu. Płyta ma dodatkowy atut, że można jej słychać zawsze. Można jej słuchać przez słuchawki, można się relaksować w każdej chwili, prawda? Nie polecam tego w czasie jazdy samochodem. No ale jednak są to dwa różne doświadczenia.

Te dźwięki kiedy tu słuchałam, oczywiście trochę w inny sposób niż słuchacze na tym koncercie, czy na różnych koncertach, ale sprawiały wrażenie takie jednak trochę przytłaczające. To są dźwięki, że one nie są, to znaczy z jednej strony wyzwalają pewnie jakąś przestrzeń i może jakąś wolność. Różne doświadczenia, których w inny sposób byśmy może nie doświadczyli. Ale równocześnie nie jest to radosna, porywająca do tańca i do biegu muzyka. Jeśli tak można powiedzieć o tych dźwiękach, czy to jest muzyka?

Można nazwać muzyką oczywiście. To znaczy może się zdarzyć takie odczucie, że przytłacza. Jest taki moment kiedy te fale zetkną się z naszym organizmem i mamy jakąś być może blokadę, czy jakiś stres przeżyliśmy. Może być wrażenie że czujemy je jako przytłaczające. Myślę, że kolejne doświadczenia mogłyby być inne. Mogłyby być bardziej właśnie takie wyzwalające, odprężające.

Ciekawa jestem, jak nasi słuchacze dzisiaj odebrali te dźwięki, których jednak dużo było w tej audycji. Ja jednym tchem mówię: misy, gongi, dzwonki. Pewnie to jest różnica w jakości dźwięku, w historii pewnie tych instrumentów?

To znaczy wszystkie te instrumenty są idiofonami. Czyli idiofon to jest instrument, który drga całym sobą, całą swoją powierzchnią. Różnica jest taka, że misy dźwiękowe na Zachód przybyły głównie dzięki Tybetańczykom. Ale też misy były odlewane przez metalurgów, przez szamanów którzy posiedli taką wiedzę o ich wytopie, wyrobie. Oni przemierzali transhimalajskie szczyty i tam budowali kolejne swoje odlewnie. Tak powstawały misy. Natomiast gongi są związane z różnymi rejonami.

Te lecznicze działanie tych instrumentów - to jest dla nas charakterystyczne, czy Tybetańczycy na przykład też? U nich te instrumenty pełnią inną rolę, czy też podobną?

To znaczy u Tybetańczyków najpierw były to właściwie miski do jedzenia, później naczynia żebracze również i służyły też do celów religijnych. Ten dźwięk misy podczas rytuałów miał oczyszczać. Miał za zadanie wprowadzać w inny stan świadomości, w stan właśnie modlitwy, czy medytacji. Takie było zastosowanie u nich. No jest też swego rodzaju leczenie – wprowadzanie w inny stan świadomości. Aczkolwiek tak jak mówimy tutaj, skupiamy się na tej roli terapeutycznej, relaksacyjnej. Bez podtekstów religijnych.

No ale można by na przykład jakąś mantrę, niekoniecznie religijną, tylko jakąś taką, no ogólnoświatową, czy ogólnoludzką wprowadzić w rytm tych gongów czy mis?

Właśnie ówcześni, starożytni budowniczowie mis, wytwarzali misy przy dźwiękach mantr i tak samo działo się z gongami. Wtedy one uzyskiwały tą unikalność, wtedy one były 'świętymi instrumentami'. Zresztą te instrumenty były wykuwane przy odpowiednich wpływach planetarnych. Czekano na odpowiednią porę roku, czekano na odpowiednie działanie planet.

Mówimy o wpływie tych mis, tych gongów i tych dzwonków na nas. Ciekawa jestem jak rzeczywiście realna jest siła ludzkiego umysłu czy wyobrażeń, że kiedy przy tej mantrze tworzono te instrumenty, uważano je za święte. Na ile one rzeczywiście zostały święte. Jaka jest moc ludzkiego umysły?

Pewnie to jest tak jak z tą wodą w organizmie i oddziaływaniem naszych myśli. No nadal są traktowane jako instrumenty święte. Ale pewnie są święte, skoro pomagają nam pozbyć się tak wielu stresów i problemów.

(muzyka)

Podczas takiego masażu, o tych masażach mówiłyśmy, tymi instrumentami z Tybetu, pochodzenia tybetańskiego, i ciało i umysł wprowadzane zostają w stan głębokiego relaksu – to się nazywa stan alpha, Pani już o tym mówiła – dochodzi do zsynchronizowania półkul mózgowych, a ciało pozbawione napięć i blokad zaczyna odczuwać lekkość i spokój. Uaktywniają się procesy samoleczenia. Właśnie w takim stanie likwidowane są negatywne wzorce, stare sposoby myślenia i odczuwania swojego ciała. Tu wiele się w tym mieści, w tym sformułowaniu. Podobało mi się te 'negatywne wzorce, stare sposoby myślenia'. To aż tak daleko można oczekiwać?

Tak. Nasze ciało pamięta, w ogóle my jako istoty pamiętamy różne zdarzenia. Pamiętamy, ale podświadomie. Natomiast świadomie, no na co dzień nie towarzyszy nam to uczucie. Jednak wpływają na nasze zachowania, na nasze relacje. Mówimy tutaj o traumach. W czasie takich koncertów właśnie poprzez te właściwości rezonacyjne gongu, kiedy wprowadza nasz organizm w taki bardzo głęboki stan relaksu, jak gdyby uświadamiamy sobie to, co się wydarzyło. Czasami oczywiście zdarza nam się taka możliwość, że uświadamiamy sobie jak do tego doszło. A kiedy już wiemy jak do tego doszło, możemy pozbyć się tej traumy, możemy podjąć tą decyzję i uwolnić się od niej. Jest to bardziej tutaj działanie już psychologiczne pod wpływem tych dźwięków.

Mam nadzieję, że dziś trochę Państwu pomogłyśmy w tym, Pani szczególnie tym koncertem który się odbył na początku audycji, a który w tej chwili zapowiadamy że znów kawałeczek będzie takiego koncertu. Na prawdziwy koncert zapraszamy oczywiście w sobotę o 17. Pani Katarzyna Jeleń Pszkit była gościem programu nocnego i Pani tutaj właśnie nas próbowała zmienić swoją muzyką. I bardzo bym Panią – żegnając, dziękując za tę wizytę – chciała poprosić, żeby zrobiła to Pani jeszcze raz.

Z przyjemnością zagram. Dziękuję bardzo. Dziękuję słuchaczom za wytrwałość. Zapraszam na sobotni koncert. Do zobaczenia. Dobranoc.

Audycję dzisiejszą zrealizował – nie prostą – Zbigniew Malarski. Ja życzę Państwu już dobrej nocy. Pożegnam się teraz. Agata Foltyn. Dobranoc,.

(muzyka)

Opracowanie na podstawie audycji radiowej.