2008-09-21 Gwiazdy Mówią Nr38

baner

Czy to możliwe za jednym zamachem:

zrelaksować się i podleczyć? Jak najbardziej.


foto

- Przez dziesięć lat wykonywałam różne rodzaje masażu - mówi Katarzyna Jeleń - Pszkit (na zdjęciu), masażystka i certyfikowana terapeutka dźwiękiem według metody Petera Hessa.
- Ciągle jednak miałam uczucie niedosytu. Szukałam czegoś więcej, zastanawiałam się, jak lepiej pomóc pacjentowi. Dwa lata temu kilka razy odwiedziła mnie pani, która miała niedowład lewej nogi i ręki. Zabiegi w znacznym stopniu polepszyły jej stan fizyczny, widziałam jednak, że jest smutna i załamana. Po masażu wzięłam do ręki misę tybetańską i zaczęłam grać. Moja pacjentka uśmiechnęła się, po czym zamknęła oczy i na chwilę zasnęła. Powiedziała mi, że "tego właśnie jej było trzeba". A ja pomyślałam, że znalazłam odpowiedź na nurtujące mnie pytania. Zaczęłam eksperymentować do każdego masażu dodawałam dźwięk mis, ustalałam właściwe proporcje, tak, aby obie techniki wzajemnie uzupełniały się i wspomagały.


Uwalnianie napięć

Katarzyna Jeleń-Pszkit opracowany przez siebie zabieg nazwała "Soma-Sound" (łac. soma oznacza ciało, ang. sound - dźwięk). Zaczyna go od rozmowy: klient mówi, co mu dolega, czego oczekuje nie tylko od masażystki, ale i od życia. Ważne są także jego nastrój oraz stan psychiki.
- Przed zabiegiem proszę pacjenta, żeby pomyślał sobie życzenie - uśmiecha się pani Katarzyna. - Przekonałam się, że wibracje mis dają nam siłę, zaczynamy wierzyć że możemy osiągnąć zamierzony cel i być szczęśliwi. Być może dlatego, że usuwają blokady i ograniczenia w naszej psychice.

Właściwą część sesji terapeutka zaczyna od masażu klasycznego tylnej części ciała, który uwalnia łagodne napięcia mięśniowe.
- Staram się zadawać jak najmniej bólu. Wolę daną partię ciała masować dłużej, niż zrobić coś szybko i boleśnie. W codziennym życiu każdy doświadcza stresu, dlatego masaż powinien być przyjemnością. Stosuję różne techniki: delikatne i głębokie rozcieranie, ugniatanie, szczypanie, głaskanie. Do masażu używam wyłączne naturalnego oleju roślinnego pomieszanego z olejkiem eterycznym.


Lecznicze wibracje

Po masażu klasycznym terapeutka przechodzi do terapii dźwiękiem. W zależności od potrzeb, dobiera odpowiednie misy: inną stosuje, gdy człowiek jest spięty, inną - gdy pobudzony. Misy kładzie na ciało lub trzyma nad nim i delikatnie w nie uderza. Dźwięki i drgania dochodzą do komórek, nastrajając je do właściwych wibracji. Przyjmuje się, że misy wydają wszystkie dźwięki jakich potrzebują ciało człowieka i jego psychika do prawidłowego funkcjonowania. Działają na płaszczyźnie fizycznej: rozluźniają mięśnie, odblokowują połączenia nerwowe, pobudzają organizm do samouzdrawiania oraz psychicznej: przynoszą spokój i ukojenie.

W nektórych wypadkach terapeutka zamiast mis używa gongu. Podkreśla, że kieruje się doświadczeniem i intuicją, czuje, czy pacjent potrzebuje giębokich, ostrych, mocnych dźwięków.


Dwa w jednym

Zabieg trwa około godziny. Szczególnie skuteczny jest we wspomaganiu leczenia bezsenności, depresji, nerwic, przewlekłego zmęczenia, migren, zespołów bólowych, chorób narządów wewnętrznych. Spróbować terapii może każdy, przeciwwskazaniami są jedynie pierwszy trymestr ciąży, zaawansowany proces nowotworowy, gorączka, nieuregulowane nadciśnienie, przyjmowanie leków psychotropowych.
- Oczywiście proponuję klientom możliwość samego masażu klasycznego lub wyłącznie misami - dodaje pani Katarzyna. - Większość jednak decyduje się na SomaSound. Pacjenci żartują, że w czasach, w których życie toczy się bardzo szybko, wybierają "dwa w jednym".


Gwiazdy Mówią 2008-09-21 Nr38
tekst i zdjęcie: ANNA FORECKA