2002-03 Magazyn Pielegniarki i Położnej Nr 03 (Każdy pacjent to nowa lekcja)

Każdy pacjent to nowa lekcja

masaż

Kiedy poprosiłam Katarzynę Jeleń o spotkanie, wyobrażałam ją sobie jako doświadczoną pielęgniarkę w średnim wieku. (Wśród moich znajomych krążyły legendy o skuteczności stosowanego przez nią oryginalnego masażu - masażu miodowego). Toteż zaskoczyła mnie wizyta wiotkiej, efektownej dziewczyny w modnej "mini". Kiedy na powitanie podała mi drobną dłoń, nie mogłam powstrzymać się od pytania, jak robi masaż takimi rękami?

Tylko na oko jestem chuchro - uśmiechnęła się pani Kasia. - Tak na prawdę jestem bardzo silna, może się sama Pani przekonać.

Wiem o niezwykłych właściwościach miodu, kiedyś stosowałam maseczki miodowe... Ale skąd pomysł miodowego masażu?

Masaż miodowy to tylko jedna z wielu niekonwencjonalnych metod leczenia człowieka. Poznanie ich jest pasjonujące. Ale bez solidnej wiedzy medycznej nie byłabym w stanie żadnej z nich stosować.

Właśnie, proszę powiedzieć, jak została Pani pielęgniarką?

Byłam realistką, nie miałam szczególnych uzdolnień np. plastycznych. A przy tym moja starsza siostra wybrała zawód pielęgniarki i była bardzo zadowolona. Równocześnie, odkąd pamiętam, interesowało mnie ludzkie ciało - biologia i anatomia, wybrałam więc liceum medyczne. Nigdy tego nie żałowałam - nie wiedziałam jednak, że to dopiero pierwszy krok. Kiedy byłam w piątej klasie, zdarzyło się coś ważnego. Byłam świadkiem wypadku i musiałam udzielić pomocy umierającemu człowiekowi, który leżał na jezdni. Zrozumiałam wtedy, że człowiek to nie tylko ciało; otarłam się o śmierć i dostrzegłam drugą - duchową stronę życia. Z moich przemyśleń zwierzyłam się kierowniczce szkolenia psychologicznego w mojej szkole. Poleciała mi kilka książek, w tym "Tanatos" i "Poznanie chorego". Zaczęłam zastanawiać się nad doznaniami i emocjami człowieka. Tak się złożyło, że interesująca się parapsychologią koleżanka z hotelu dla pielęgniarek powiedziała, że mam zdolności bioterapeutyczne. Nie bardzo jej uwierzyłam, ale z czasem zaczęłam kojarzyć pewne fakty i w rezultacie po liceum zamiast na psychologię, jak zamierzałam, zdawałam na Studium Ekologiczne, na kierunek "Terapie naturalne".

I zaczęła się Pani przygoda z bioterapią?

Na Studium byłam trochę odosobniona; inni już wcześniej związali się z parapsychologią, ja nie. Ale miałam intuicję, która podpowiadała mi właściwe rozwiązania. We wrocławskiej Izbie Rzemieślniczej uzyskałam dyplom bioterapeuty ze specjalnością masażysty. Zaczęłam wykonywać masaż bioterapeutyczny. Kiedy w ciele pacjenta napotykam na „blok energetyczny” wiem, że muszę zacząć od usunięcia blokady mentalnej. Takie podejście do pacjenta dyktuje medycyna holistyczna uznająca swoisty dualizm ciała i ducha. Upewniłam się. że każda choroba ciała zaczyna się w strefie ducha: w emocjach i umyśle. Chcąc leczyć ciało, trzeba równocześnie leczyć duszę. Trzeba słuchać i starać się zrozumieć pacjenta. Jak to dobrze, że w szkołach pielęgniarskich jest nauczana psychologia jako przedmiot. W tym czasie pracowałam już zawodowo. Byłam asystentką na stomatologii i przymierzałam się do uzyskania tytułu magistra. Była wówczas w Warszawie taka szkoła: „Akademia Energoinformacji”. Zaczęłam tam pisać pracę z zakresu bioterapii rozumianej jako bioenergetyka (swoista wymiana energii między terapeutą a pacjentem). Niestety, pracy tej nie mogłam ukończyć. Może kiedyś powrócę do tych planów.

A my może powróćmy do Pani doświadczeń w zawodzie pielęgniarki.

Właśnie, zwłaszcza że pielęgniarka stomatologiczna to nie pielęgniarka w potocznym znaczeniu. Jednak dla mnie 33 roku pracy na stomatologii to był okres bezcennych doświadczeń. Ludzie tak bardzo boją się dentysty. W gabinecie wyczuwałam przykrą energie strachu i starałam się ją likwidować.

Udawało się?

Tak. Stało się nawet reguła, że podczas przykrych zabiegów (laser czy skaling) w mojej obecności pacjenci samoistnie, spokojnie zasypiali. Bardzo mnie to cieszyło, bo stanowiło dowód kojącego oddziaływania mojej energii. W końcu jednak te monotonne zajęcia przestały mnie rozwijać i postanowiłam zmienić pracę. Znalazłam zajęcie we Wrocławskim Instytucie Wiedzy Waleologicznej. Pracuję tam w recepcji.

W recepcji?

Wiem, dlaczego się Pani dziwi – ale to nie jest zwykła recepcja bo i sama instytucja jest niezwykła. Jest to instytut holistyczny. Ja pełnie rolę „filtra", „pilota", z czego pacjenci nie zawsze zdają sobie sprawę. Faktem jest, że trafiają najpierw do mnie, ja z nimi rozmawiam, słucham i obserwuję. W rezultacie konkretyzuję niesprecyzowane często odczucia i dolegliwości, koryguję oczekiwania (często „na wyrost") i przygotowuję ich do wizyty u terapeuty w taki sposób, by odnieśli jak największą korzyść. Uważam, że każdy bioterapeuta powinien odpracować coś podobnego - to pomaga zrozumieć siebie i innych, a więc rozwija. Ta praca, polegająca na przetwarzaniu ludzkich obaw, cierpienia i lęków w pozytywną energię, daje mi wiele satysfakcji.

A gdzie czas na Pani cudowne miodowe masaże?

Nie wykonuję masażu cały czas, ale okresowo i w miarę oczywistej potrzeby. Na urlopie, w domu rodzinnym - pracuję bez przerwy i ciągle się uczę. Na przykład teraz pod okiem znakomitej terapeutki prof. Walentyny Sazontiewej uczę się chirurgii fantomowej po to, aby masując pacjenta móc „usłyszeć”, a nawet „zobaczyć” jego ciało od wewnątrz. Czasem pacjent skarży się na kręgosłup, a ja leczę nerki. Moje eksperymenty z „miodowymi masażami” też zaczęły się od sugestii prof. Sazontiewej. Masaż miodowy nie tylko (jak klasyczny) usuwa blokady i przywraca sprawność ruchową. Ma również działanie przeciwzapalne i kojące, odżywia skórę i tkankę łączną, dostarczając tak bardzo potrzebnych mikroelementów i witamin (A, B, C i PP). Są różne rodzaje miodu, a więc różne może być ich działanie. Miód wielokwiatowy szczególnie dobrze działa przy alergiach, gryczany - pomaga w niewydolności krążenia, a także wspomaga procesy zrastania się kości, spadziowy zalecany jest w chorobach układu oddechowego, a akacjowy najlepiej się sprawdza w przypadku dolegliwości układu pokarmowego. Skóra pacjenta podczas zabiegu dosłownie pije ten wspaniały naturalny lek, a co pozostanie - zmywa się delikatną oliwką. Od wieków eleganckie kobiety stosowały maseczki miodowe i pielęgnowały miodem dłonie. Dlaczego nie mielibyśmy także korzystać z jego dobroczynnego działania?

Masaże te cieszą się wielkim uznaniem. Czy poza Panią ktoś je wykonuje?

Nie wiem. Ale każda pielęgniarka uprawiająca masaż klasyczny może się ich nauczyć.

Pani masaż ma jednak podwójne działanie. To także biomasaż...

Każdy jest bioterapeutą. Trzeba tylko uzewnętrznić i rozwinąć te uzdolnienia. Oczywiście, jeden będzie wirtuozem, a kto inny tylko rzemieślnikiem, ale jedni i drudzy są potrzebni. Zachęcam więc pielęgniarki do zdobywania dodatkowych kwalifikacji. To daje wiele satysfakcji, a oczywiście i strona finansowa się polepszy.

Czy nie myślała Pani o własnym gabinecie bioterapeutycznym?

Na razie nie, ale sądzę, że wiele moich koleżanek może to z powodzeniem zrobić. Ale uwaga - aby odnieść zawodowy sukces w prywatnym gabinecie, trzeba opanować i łączyć kilka metod i być w nich bardzo dobrym. Wiedza i uczciwość jest w przypadku uprawiania zawodu pielęgniarki i bioterapeutki bardzo ważna. Nie zawsze potrzeba 10 czy 20 masaży, aby pomóc pacjentowi. Często wystarczą trzy, i ja to akceptuję. Zresztą każdy nowy pacjent to dla mnie nowa lekcja. Lekcja, którą chcę przemyśleć, jak najdokładniej przeanalizować i wyciągnąć wnioski.

Hanna Etemadi
Magazyn Pielęgniarki i Położnej Nr 03 Marzec 2002